sobota, 11 lutego 2012

Miała być Małpa, a wolałem składaka…

     Ciężko tej nocy było wyczarować trochę czasu by przycupnąć w jednym klubie, tym bardziej, gdy wstępnie w pracy trzeba było być w 5 klubach niemal jednocześnie. Klub Desperados, w który miał być koncert, był pełen znajomych i uśmiechniętych twarzy, których było gęsto jak dymu, więc do tego ciężko nie zatrzymać się, na chwilę nie zapytać starych przyjaciół i starych wrogów „jak się masz?”

    W szybkim tempie wszedłem na scenę myśląc, że za chwilę już będzie artysta na którego wszyscy czekają- Małpa. Las rąk do złudzenia przypominał mi klatkę szczelnie zamykając scenę a ja czekałem aż w niej znajdzie się ten „zwierz” dając mi swoją energię którą tak bardzo lubię czerpać z koncertów.
     ROVER ROVER ROVER - Skandował tłum - ROVER ROVER - kurwa jestem za wcześnie- ..ROVER ROVER ROVER … -będzie mały poślizg z czasem, ale poczekam spokojnie na Małpę- jak pomyślałem tak zrobiłem.
      W ostatnich czasach nie dane było mi uczestniczyć w żadnym suporcie Rovera. Płytę każdą oczywiście znałem od A do Z, ostatnią milion razy słuchałem za granicą (Road Trip). Większość tekstów znam na pamięć, a mimo to z ciekawością obserwowałem go na scenie niczym dziecko z wyrazem twarzy mówiący; A co to jest i do czego służy ?
    Być fotografem na koncertach pomimo wielu ukrytych wad ma jedną wyśmienitą zaletę: mogę obcować z artystą na scenie niemal stojąc z nim twarzą w twarz, bserwować jego każdy gest, będąc tak blisko, że słyszę co mówi bez mikrofonu. Każdy zagrany kawałek był odkrywany na nowo, każdy zagrany utwór wprawiał moją głowę w ruch. Każdy gest, ruch, kropla potu… była dostrzeżona i doceniona wraz z każda minutą tej energii, która wlewał w tłum bez powrotnie. Miejscami zastanawiałem się czy Ci ludzie nie przyszli właśnie na jego koncert.

     Czas, który mogłem poświęcić na ten koncert dobiegał końca, Rover skończył, Małpa zaczął… zdążyłem zrobić tylko parę fot Małpy i musiałem iść dalej, ale energia, którą dostałem od Rovera w pełni zadowoliła wybredny charakter który od dłuższego czasu niemal nie omija żadnego koncertu w Kielcach. Bez większego żalu wychodziłem z koncertu gdy zabawa się dopiero rozkręcała. Wszystkim, którzy nie mieli okazji posłuchać ROVERA na żywo zapraszam do zakupu jego płyty, a reszcie życzę więcej okazji być na suporcie, lub (co by mnie nie zdziwiło) na jego koncercie.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz