piątek, 24 lutego 2012

Tu polew z Mistera I

   Pewnego zacnego poranka moja kobieta oznajmiła mi, że wysłała zgłoszenie wraz z moimi zdjęciami na wybory Misterów Ziemi Świętokrzyskiej Miss Polski. Gdy komukolwiek o tym mówię zaraz parska śmiechem( zdarzają się wyjątki ), nawet moja mama nie mogła tego przetrawić. Stanąłem przed wyborem… i zgodziłem się wziąć udział w tej „paradzie ładnych i wspaniałych” może dla tego, że moja kobieta dostała się do finału i może to być fajna przygoda dla nas obojga. Poza tym lubię być, czuć i doświadczać różnych momentów, wzlotów i upadków… jestem „Ćpunem Życia”.
   Polecam ten temat do czytania, bo opisze wszystko co mnie spotkało w niemal co tygodniowych spotkaniach, oraz może zrzucę kurtynę która przysłania brzydotę tych konkursów i całą otoczkę pięknych kobiet i długich nóg za którą jest zazdrość i fałsz.
   Najciekawszą cichą wiadomością tych wyborów jest to kto wygra koronę Miss Ziemi Świętokrzyskiej, która dotarła do mnie na pierwszym castingu. Jeśli będę miał rację i pogłoski nie są fałszywe wygra
Dominika K, kobieta która już na pierwszym spotkaniu spytała gdzie będą ćwierć finały Miss Polski.
     Czy wszystko jest ukartowane? A całe wybory to pic na wodę, teleturniej który ma na siebie zarobić? Niech to będzie fundamentalne pytanie na które odpowiem na końcu tuż po finale Miss Polski.

sobota, 11 lutego 2012

Miała być Małpa, a wolałem składaka…

     Ciężko tej nocy było wyczarować trochę czasu by przycupnąć w jednym klubie, tym bardziej, gdy wstępnie w pracy trzeba było być w 5 klubach niemal jednocześnie. Klub Desperados, w który miał być koncert, był pełen znajomych i uśmiechniętych twarzy, których było gęsto jak dymu, więc do tego ciężko nie zatrzymać się, na chwilę nie zapytać starych przyjaciół i starych wrogów „jak się masz?”

    W szybkim tempie wszedłem na scenę myśląc, że za chwilę już będzie artysta na którego wszyscy czekają- Małpa. Las rąk do złudzenia przypominał mi klatkę szczelnie zamykając scenę a ja czekałem aż w niej znajdzie się ten „zwierz” dając mi swoją energię którą tak bardzo lubię czerpać z koncertów.
     ROVER ROVER ROVER - Skandował tłum - ROVER ROVER - kurwa jestem za wcześnie- ..ROVER ROVER ROVER … -będzie mały poślizg z czasem, ale poczekam spokojnie na Małpę- jak pomyślałem tak zrobiłem.
      W ostatnich czasach nie dane było mi uczestniczyć w żadnym suporcie Rovera. Płytę każdą oczywiście znałem od A do Z, ostatnią milion razy słuchałem za granicą (Road Trip). Większość tekstów znam na pamięć, a mimo to z ciekawością obserwowałem go na scenie niczym dziecko z wyrazem twarzy mówiący; A co to jest i do czego służy ?
    Być fotografem na koncertach pomimo wielu ukrytych wad ma jedną wyśmienitą zaletę: mogę obcować z artystą na scenie niemal stojąc z nim twarzą w twarz, bserwować jego każdy gest, będąc tak blisko, że słyszę co mówi bez mikrofonu. Każdy zagrany kawałek był odkrywany na nowo, każdy zagrany utwór wprawiał moją głowę w ruch. Każdy gest, ruch, kropla potu… była dostrzeżona i doceniona wraz z każda minutą tej energii, która wlewał w tłum bez powrotnie. Miejscami zastanawiałem się czy Ci ludzie nie przyszli właśnie na jego koncert.

     Czas, który mogłem poświęcić na ten koncert dobiegał końca, Rover skończył, Małpa zaczął… zdążyłem zrobić tylko parę fot Małpy i musiałem iść dalej, ale energia, którą dostałem od Rovera w pełni zadowoliła wybredny charakter który od dłuższego czasu niemal nie omija żadnego koncertu w Kielcach. Bez większego żalu wychodziłem z koncertu gdy zabawa się dopiero rozkręcała. Wszystkim, którzy nie mieli okazji posłuchać ROVERA na żywo zapraszam do zakupu jego płyty, a reszcie życzę więcej okazji być na suporcie, lub (co by mnie nie zdziwiło) na jego koncercie.










piątek, 3 lutego 2012

Ksiądz

   Tak...to jest ten moment...puk puk do drzwi, DING DONG do dzwonka...otwieram drzwi i stoi przede mną w pełnym majestacie - Moja sąsiadka. Schorowana starsza Pani, którą dążę pełnym szacunkiem, przyszła pożyczyć 20 zł, bo ksiądz dziś chodzi po kolędzie...Oczywiście nie mając drobnych  skoczyłem do sklepu i zanim zeszła z pierwszego pietra już jej wręczyłem złotych dwadzieścia.
    Z myślą, że może ta cała farsa z księdzem mnie ominie wyszedłem robić zdjęcia, ...niestety, pogoda mnie pokonała i dwie pary skarpetek nie dały rady utrzymać ciepła... Wróciłem 10 min przed tym jak miał zawitać ksiądz. Babcia dwa razy pytała co ma powiedzieć mu gdy przyjdzie...
-Jesteś w domu ? Czy Cię nie ma?Co mam powiedzieć?! Oczywiście nie chciałem by babcia kłamała z mojego powodu....a szczerze mówiąc nie zdziwił bym się gdyby ksiądz zawitał do mnie zwyczajnie zapytał...dlaczego?
   
Tak...to jest ten moment...puk puk do drzwi, DING DON ....to już znacie... wszedł, przeżegnał się, odprawił modlitwę...i te jego trzy krótkie pytania
-Zdrowa Pani jest ?
-Kto tu mieszka z Panią?
-A gdzie wnuczek ? -aha....
 wszytko trwało około 2 minut.
Wziął kopertę, szczęść Boże, nara, spadaj!!Nie chce widzieć takich księży u mnie w domu, którzy robią spis powszechny...

Dzień 25.

Dzień 25.
 Średnia dieta się mało co sprawdza :) narazie waga spadła do 79kg ale nie jestem zadowolony z efektów. Czas na Cięższe postanowienia! wpierw wprowadzam 6 weidera ZACZYNAJĄC OD DZIŚ. Motywuje mnie jedna sprawa o której nie chce na razie pisać.
        Ciężkie sa zmagania jeśli chodzi o dietę. Łatwiej mi odmówić alkohol niż dobrego fasta...i to jest problem! Jedyny sukces, który  jest dla mnie bardzo istotny to uregulowanie snu. Potrafiłem nie spać przez parę nocy po czym spałem gdzie popadnie(spanie na siedząco na zajęciach opanowałem do perfekcji) teraz wracając ze swojego "hobby" o 2 w nocy spokojnie śpię do 8 rano budząc się bez zegarka, a w dni wolne zasypiam już o 20 ...jak dziecko :)

wtorek, 10 stycznia 2012

Dzień 1

godzina 5:00 waga: 82,6 kg, wzrost: 181cm


Nie chodzi o to by schudnąć lub mieć sylwetkę modela... Chodzi o to by Walczyć i nieustannie zmieniać coś w swym życiu. Ułożenie kostki Rubika niestety nie zaabsorbowało zbyt wiele czasu, walka z samym sobą, z własnym obżarstwem i lenistwem to cięższy z pojedynków jaki prowadzę z sobą.
Cel to 75 kg osiągnięte pierwszego marca przy 2500 tysiącach zjedzonych kalorii dziennie. Czas nie krótki nie długi, zadanie nie łatwe nie trudne.